błyskały latarnie na linii drogi żelaznej, niby duchy dobroczynne
Stefan Żeromski Jeżeli go teraz nie oszołomisz, znowu zapanuje nad tobą. - Przebaczam mu z góry wszystko. Biedny bohater, inwalida, zmizerowany w bojach obrońca swych trzód, stadnin, obór, powozów i batów... -
wobec tego są to moi towarzysze. - I zwrócił się do najbliższego, wysokiego, smukłego, już prawie siwego mężczyzny. - Na co pan tu czeka? - spytał uprzejmie. Ale niespodziewane odezwanie się
Cytat
doznał ściśnienia w piersi. Patrzał w te okna, których wydłużone odbicia widać było w pobłyskliwej wodzie stawu - i nie mógł od nich oderwać oczu. Była to pierwsza chwila, w której ciągu nie
siedział na koźle. Miał minę wesołą. - Byłeś, widzę, w nocy zalany, mądralo! - krzyknął ksiądz surowo. - Po minie widzę. - Jednakowoż mogę jechać. Zaręczam za powrót pomyślny. - Spróbuj mię
Cytat
ryje. No, nie mogę! W istocie jejmość przedpraska cofnęła się nieco w tył, bo też i kurzawa bijąca spod nóg jeńców zawaliła wszystko. Czoło kolumny było już pewnie na moście wiślanym, a koniec jej
strzałami całego Cosso i, złudzony położeniem ulicy Arco de Cineja, rzucił się w nią; zamiast w ulicę Świętego Giliusza. I w tym zaułku, tak samo jak w całym mieście, domy zamienione były na