- Ajno, herbaty! - odezwał się niespodziewanie głos z sąsiedniego
Stefan Żeromski przejmowało rozmówców. Czasami spostrzegał ją gdzieś daleko, w tłumie. Wtedy usta jego szeptały prawie głośne wyrazy uwielbienia, pochwały i pieszczotliwe bezmysły albo głuche i niebezpieczne
won! Pijemy! Czyś ty wąchał proch, pomidorowy jezuito? Siedziałeś w mysiej dziurze u Pana Boga za piecem, a zęby ci szczękały ze strachu, kłap-kłap-kłap... Ja cię znam! Teraz się dopiero
Cytat
wszedł za nim, widziałem, jak wbił głowę w poduszkę i zaczął ją targać jak pies zębami. Rozległ się płacz dziki, okrutny, jakiś zwierzęcy... Odszedłem; wynalazłszy list panny Zofii zabrałem go i nie
wreszcie dokładna wiadomość z oddziałem generała Fiszem, który chodził napadniętym na odsiecz. Okazało się tedy, że na młynek pod Malgą, gdzie konsystował oddziałek złożony ze trzydziestu piechoty,
Cytat
widać było czyste, granatowe niebo i miliardy na nim gwiazd. Gwiazdy były jaskrawe, bliskie ziemi, brylantowe. Zdawało się oku, że widzi ich bryły i ostre kanty. Helena wzniosła oczy ku wiekuistej
Tylko... Szczerze mówiąc, dość mam już wojny. Sułkowski powolnym ruchem prześlicznej głowy chciał zakryć przykre zdumienie, którego doświadczył usłyszawszy te wyrazy. - Ja nie... - rzekł po chwili z