niewielki, stary, zatłuszczony notes, obwiązany brudną tasiemką, i
Stefan Żeromski oczywistą, że podkreślał owe tytuły i że z nich właśnie śmiał się tak wesoło. Ku zdumieniu Rafała Krzysztof począł śmiać się również, choć nieszczerze i z przykrością. - Witam i ja pana posła,
jak się doczekał siwizny syna, jak w nim po wtóre przeżył dojrzały żywot, zamknął w pamięci ogrom zdarzeń, od dziejów pierwszej miłości aż do dziejów ostatniego złudzenia. Z nich wysnuł niewzruszoną
Cytat
zniecierpliwionego spojrzenia K., powiedział tylko: - Co się mnie tyczy, to postawiłem wniosek dowodowy. - Pan pewnie nie wierzy, że jestem oskarżony - spytał K. - O, proszę pana, wcale nie
czymś dalekim, sławnym, dostojnym, przeogromnym. Sama ta legenda, jak to zwykle bywa z legendami, powiększyła dziadowskie bogactwa, rozszerzyła posiadłości, a samemu jego czynowi nadała piętno
Cytat
miały wyraz większej słodyczy, choć w pierwszych momentach błyskał w nich piorun. Rafał począł wpatrywać się w nie, ile się dało, ile było można. Ani się spostrzegł, kiedy uległ niebezpieczne j
się w nich jak gdyby gniew, drżały jakieś pragnienia, żal powstały z niczego... Nie wiedzące o sobie wzruszenia, gorące, namiętne, dziecięco niewinne i naiwnie lubienie, przepływały szybko przez