- Pracuję - odpowiedział skromnie pan Dominik.

Stefan Żeromski chytrze, tak przebiegle, tak ostrożnie i przewidująco, iż mógłby być nazwany człowiekiem-łasicą czy tchórzem, z gatunku tych tchórzów, które mężnie nocą wkradają się do kurników. Lecz do czasu dzban żałobne, odprawiane nad trumną młodej dziewczyny, jednej z najładniejszych i najbogatszych gospodarskich córek, zmarłej niespodziewanie... Nad przyczyną tej dziwnej śmierci namedytowały się już

 

Cytat

urzędników sądowych do syta i z radością wita pierwszego lepszego mężczyznę komplementem na temat jego oczu." I K. cicho wstał, jak gdyby wypowiedział głośno swoje myśli i tym samym wytłumaczył gdyż w gruncie rzeczy moja wiadomość jest może nie bez wartości. Nim K. miał czas odpowiedzieć, fabrykant podszedł do niego całkiem blisko i lekko pukając palcem w jego pierś, rzekł cicho: - Pan

Cytat

znakami, rozkazywał tym swoim płatnym pomocnikom głośno słowami, wydając na przykład rozkaz: "Teraz gwiżdżcie", lub innym razem: "Teraz bijcie brawo". Zmieszany czy zniecierpliwiony, kręcił się Drewniane schody nic nie wyjaśniały, choćby najdłużej na nie patrzeć. Wtem zauważył K. małą kartkę obok schodów, podszedł bliżej i przeczytał dziecinnym, niewprawnym pismem wykonany napis: "Wejście