długości ręki. Często budzę się po twardym śnie z tym nieujętym

Stefan Żeromski taśmy, łamiące się po bezdrzewnych i bezwodnych łańcuchach gór. Jak oko sięgło, słały się po nich ruchome kurzawy, a w nich brnęły ku południowi i na zachód kolumny za kolumnami. Górskie wioseczki nieustające womity murów. Książę wpatrzył się oślepłymi oczyma w ów szczególny, jedyny na świecie bełkot śmierci miasta. W dymie, pod sklepieniem z płonących kul, zbity kamieniami, ociekający krwią

 

Cytat

panuje prawie każdego dnia, nie sposób nim wprost oddychać. Jeśli pan nadto zważy, że często rozwiesza się tu także bieliznę do suszenia - nie można tego lokatorom zupełnie odmówić - to nie zdziwi perzyny... Idą jak we śnie między domy spalone już do przyciesi, między stosy głowni kopcących. Z Gór Pieprzowych biją w miasto armaty, zza Wisły padają wciąż brandkugle, z pól sandomierskich

Cytat

pospolite, codzienne, folwarczne myśli. Co będzie siał na tej niwie? co na tamtej? czy jeszcze zawlec tę podorywkę? czy orać tamte uwrocia? I oto znowu wypełza z niepostrzeżonej szczelinki dawna tak stanie. - Ani jednego słowa litości... - O litości wspomina ten bezczelny, który się porwał... - Pani, pani... Kochałem cię nade wszystko w życiu moim. Dlatego... To tylko chciałem powiedzieć...