oświetlała jego postać ogniami bengalskimi, ale jeszcze, na domiar
Stefan Żeromski i przeciskał się co prędzej, co tchu za mury klasztoru franciszkańskiego. Minął wylot bocznej uliczki, dwie czy trzy sienie, i oto stanął u wejścia do domu, który poprzedniego dnia zdobywał w gronie
pociągnął przemocą. Wlókł ją jak szczenię, kąsającą mu ręce, aż do drzwi. Rozwarł je uderzeniem nogi. Zatrzasnął za sobą po przestąpieniu progu. Tam uwolnił jej ramię. Stał się z niego w mgnieniu
Cytat
jedno: winny czy niewinny, śmiercią konał. Przeciwna strona czyniła to samo. Nowy to dla nas był sposób prowadzenia wojny. Okropne choroby trupami zaściełały pole, a nade wszystko straszliwa
wciąż, bez jednej chwili wytchnienia. Więc litowali się nad przeklętą dolą na poły zgniłego kloca, brali udział w życiu jego, jak częstokroć żyjemy cudzym życiem we śnie, odchodzili stamtąd
Cytat
szedł ścieżką, podnoszącą się w górę, na paluszkach. Było mu gorąco - wyraźnie i po prostu mówiąc - ze strachu. Z niemałą ulgą trafił kolanami na ławkę ogrodową. Usiadł i nasłuchiwał. Psów nie było
- Skądże teraz idziecie? skąd wracacie? - pytali wszyscy trzej otaczając go kołem. - Do dom, do swego kukrzyska idę z miejsca Austerlitz zwanego, gdzie my niesłychaną batalią wygrali, a ja nogę oto