wielki przemysł, te cuda cywilizacji, te kolosalne skoki ludzkiego
Stefan Żeromski bogdanek, rymy okaleczałe wykrzywioną a nierozwiniętą mową, wedle przypadkowego wzoru starych pieczeniarzy i panegirystów doby Stanisława Augusta, którzy teraz, dziwnym losu zdarzeniem, byli
światło latarni poruszające się równomiernie: to Barwicki odjechał z Leńca. Ha! Cóż? Można by teraz pójść do Laury... Już go tam przecie nie ma. Jeden odszedł, przybędzie drugi. To bywa! Zaśmiał się
Cytat
Rafał zobaczył ją raptem. Ujrzał jakby pierwszy raz w życiu kolor jej lic, nie dający się z niczym na świecie porównać, wybuch pąsowego ognia policzków spływającego w delikatny śnieżnobiały mat
infortunii, stanęło obok i napój z żółci a octu przykłada do warg. W tej samej chwili ktoś w pobliżu wyszeptał, wysyczał słowo, drugie, trzecie... Więzień z odrazą i trwogą dźwignął głowę i
Cytat
na lewo wchodziło się do cel, były zupełnie już puste. Panowała tam ciemność i nieprzyjemna cisza. Łoskot kroku rozbijał się jak gdyby w studni. Krzysztof był śmiertelnie strudzony. Za jaką bądź
Chcesz sekundanta, chcesz zastępcy, chcesz alter ego, chcesz pośrednika - o cokolwiek sprawa - jestem! - Dziękuję ci, Hip! Ja przecie wiem o tobie. Ale ja nie mam sprawy. - Kto cię uderzył przez