bachanalijce chwilowo opróżniony. Nie mówię o rezultatach głęboko i
Stefan Żeromski Rozdział siódmy Adwokat - Fabrykant - Malarz Pewnego zimowego ranka - na dworze padał śnieg - siedział K., mimo wczesnej godziny już nadzwyczaj zmęczony, w swoim biurze. Aby uchronić się
dźwigających kogoś na rękach. Wszyscy byli pokrwawieni, w potarganym odzieniu, z twarzami zdziczałymi i czarnymi od prochu. - Kto to? - krzyczał Niezabitowski. - Pana Stokowskiego niesiemy... -
Cytat
No, no... Żeby mię ino ten Żyd nie wydał, nic by ta nie było frymuśnego. - A jakże wrócisz, bracie? - Wrócić wrócę lasami. Ino ten Żydek... Oczy ma pogan psie, paskudne - uch! Trza go będzie
drzwiami, jak gdyby zdziwiony, bo nie spodziewał się znaleźć tu drzwi, przystanął; ten moment wyzyskała panna Bürstner, by uwolnić się, otworzyć drzwi, wsunąć się do przedpokoju i stamtąd cicho
Cytat
spojrzeli ku starcowi i wlepili oczy w jego oblicze. - "Ja" - to znaczy ów pułk jeszcze nie sformowany za cudzą granicą... Czarniecki!... - mruknął Zajączek, bokiem zwrócony do antagonisty i nie
ja ich proszę do siebie, a żywo, żywo... To powiedziawszy, wstał od stołu, złożył ukłon współbiesiadnikom i ruszył prędko do swej kancelarii. Nie upłynęło jeszcze i pół godziny, gdy już tłum