- Nikt dobrowolnie nie zaraża się parchami... Toteż i mnie dobrze,
Stefan Żeromski kamienia polnego. Bose nogi, nagie kolana podwinęła pod się, ręce wtuliła w zanadrze, okryła się wystrzępioną spódniczyną. Grzeje się jako może, to workiem, to płaczem, to piosneczką dziewczyńską:
klnąc głośno i bardzo brzydko. Zawinął się szczelnie w aksamitną kapę z taką wściekłością, jakby za chwila miał głowę położyć na nożu gilotyny, narzucił na suchą kapę mokry, biały płaszcz ułański,
Cytat
K. przyciskał rękę Leni, a Leni ważyła się niekiedy pogłaskać delikatnie włosy K. - Jeszcze tu jesteś? - pytał adwokat skończywszy pić herbatę. - Chciałam zabrać filiżankę - odpowiadała
z Waasen. Kilku wieśniaków szło przodem, żeby odwalać zaspy, jeśli gdzie drogę przecięły, a obadwaj podróżni wybrali się w ich tropy pod opieką trzech silnych Szwajcarów. Kiedy wstąpili w czeluść
Cytat
swych kościach ten ciągle pęczniejący lwi szpik. Umiem ja już nie gorzej od niego przechodzić wzgórza trupów, umiem pracować spokojnie w środku ognia i być nieporuszonym w boju, kocham dym armat i
teraz pozostaje... Mam nadzieję, że zatrzymasz wszystko, co mówię, w zupełnej tajemnicy. - Możesz ufać mojemu słowu. - Teraz pozostaje... transporter un ręve dans le réel! Porucza mi rozebranie