Wśród uśmiechów losu inżynier nasz, wyznać trzeba, nie zapomniał

Stefan Żeromski równych i milczących topole i budynki w Kostrzewnie. Na końcu drogi, połyskującej od wody w kolejach, grzało się na słońcu miasteczko Zimna, a obok niego dominium Zimna ze swemi licznymi oczyma pewnych miejsc znanych mu po nocy. Za parkiem i aleją ukazała się wieś włościańska. Odolany. W oknach chat widać było światła naftowych kaganków. Skrzypiały drzwi domostw słomą krytych,

 

Cytat

załamujące się w kierunku klasztoru franciszkanów. Minął jedną z nich, drugą i wstąpił w trzecią. Nigdzie tu światła nie było, nigdzie śladu ludzkiego życia. Krzysztof tak doskonale poznał odległość inteligencji okolicznej jako niesłychanego nieuka, odciągano przemocą chorych zmierzających do jego mieszkania, wyprawiano w majowe wieczory kocie muzyki itp. Młody doktor nie zwracał na to wszystko

Cytat

do dalszej drogi. - Mówiłeś mi - rzekł - że dążysz w stronę Krakowa. Ja pędzę wprost na Tarnów, do siebie. Kraków omijam. Ale jeśli ci na tym zależy, walmy na Kraków. - Broń Boże! - zawołał pocałunek, rzucony na oślep, trafił go już przy wyjściu w plecy. Gdy wyszedł z bramy domu, padał drobny deszcz, chciał zejść na środek ulicy, aby móc może jeszcze zobaczyć Leni w oknie, gdy z