ze śniegu. We drzwiach pokoju stał doktór Piotr.
Stefan Żeromski placach i zaułkach. Z Radzymina posunęliśmy się już żywiej do Wyszkowa. Zbliżając się do tego miasteczka, spostrzegliśmy most na Bugu w stanie opłakanego zniszczenia. Trzeba było przeprawić się za
mapie, rozłożonej obok jego łóżka. Oficerowie, skupieni przy jednym z okien, rozsunęli perkalowe firanki, ale niewiele światła weszło do izby, gdyż brzask jeszcze nie tknął cieniów, schowanych w
Cytat
Dawaj pistolety!... Są świadkowie. - Cóż za świadkowie? Nie widzę... - Brat. - A... pan brat. No, to pewno twój. Dla mnie łaskawie zostawiasz "obywatela" Michcika. Olbromski milczał dziwnie. Rzekł
który za stopień służył, i nie mówiąc do siebie patrzeli w noc. Jarzące światło biło z okien dworku. Umilkło wszystko, nawet psy nie szczekały w wioskach sąsiednich. Zrazu, po zachodzie słońca,
Cytat
popod białe rózgi, w ustronia odległe, w klomby dzikich wielkodrzewów, w cienie: Długie i subtelne liście wiśniowe i grubsze śliwin lśniły się jakoby miodem powleczone. Ostry zapach kwiatów, śpiew
długi korytarz, z którego prowadziły z gruba ciosane drzwi do poszczególnych przegród strychu. Mimo że nie było żadnego bezpośredniego dostępu światła, nie było jednak całkiem ciemno, gdyż niektóre