- Dziwna rzecz! - zauważył pan Dominik.
Stefan Żeromski prysiudy i okrakiem chłopcy zmiatają pył rozpryśnięty z gzemsów betonu na chodniku, z błotnistych garbów i dziur jezdni. Chwytają palcami kosteczki najmniejsze, okruszyny od złomów odbite, bryłki
u krat okiennych i duszono, tłumem ciągnąc za nogi w kierunku drzwi. Twardych w karku, opornych, dumnych, wrzeszczących swoje: "Niech żyje Ferdynand siódmy!" - dodławiano nagimi dłońmi. Reszta
Cytat
stoku, ukrytego w cieniu sosen na wyżynie górskiej. Otaczano ją szacunkiem, przywiązywano szczególną wagę do jej słów. "Ruch", przedstawiając Obareckiego nieznajomej, wydeklamował poważnie: -
suche, łożyska, niby przez szwy, które się dawno rozlazły. Sypią się tamtędy aż do stóp górskich, aż do niestrudzonej pracownicy - rzeki warstwy szarego rumowia. Szczyty wietrzeją, łamią się,
Cytat
pośpiewywał jedną z pięknych piosenek ludowych. Ostatni postój wypadł z woli maszynisty o dziesięć wiorst przed Charkowem. Z jakichś względów w tym właśnie punkcie kończyła się droga
sąsiedniego pokoju. K. miał wrażenie, że wszedł na jakieś zebranie. Stłoczona gromada najrozmaitszych ludzi - nikt nie troszczył się o wchodzącego - wypełniała średniej wielkości pokój o dwu