cygaro. Chełpiłem się niegdyś z moich zdolności do matematyki, oczy mi na
Stefan Żeromski gładki, stal w płomieniach słońca, i oślepiająco czysta farba lodu ciskała się w oczy nadchodzącego wojska, raziła je i zdawała się być podobną do niezmiernego miecza, który jakaś ręka podniesiony
zawieszający tuż przed okiem jakby nieprzejrzystą zasłonę. Podmuchy wiatru szalały dokoła wozu, gwizdały między sprychami, wydymały długie poły sukmany i targały koszulę na Winrychu. Za zasłoną mgły
Cytat
starzy nawet jeszcze za mężczyznę, który zasłonił ich swoim szerokim ciałem i wnosząc z ruchu ust mówił coś niezrozumiałego na odległość. Całkiem jednak nie zniknęli, lecz zdawali się czekać na
wypadły mu z gardła. Sam głos zamarł. Ani jednego słowa odpowiedzi. Stanął głupi i niemy. Błagać ją o co? Przepraszać ją za co? Przyobiecywać jej co? Usprawiedliwiać się z czego? Ani jednej myśli,
Cytat
słyszał ciągle poza sobą cmokające kłańcanie, jak gdyby zgłodniałych psów. - Wilki za mną... - wyszeptał. Włosy mu się jeżyły na głowie i lodowate mrowie szło po grzbiecie. Wtedy cichym a ostrym
- Ty byłeś tam, tata? Seweryn Baryka odpowiedział po namyśle: - Oczywiście! Byłem. Szkliłbym ci to tak w żywe oczy, gdybym nie był? - Ale co to ma wspólnego z "nową cywilizacją"? - Jakże! Od tego