Był koniec sierpnia, czas orki. Na polach Polichnowicza panował

Stefan Żeromski brzuchem nie może przenigdy zostać siepaczem, to wykluczone. - Są też i tacy siepacze - twierdził Willem, który właśnie odpinał swój pasek od spodni. - Nie - powiedział siepacz i tak go ciął przeprawy i zaśmiał się czaszkom w oczy. Zamiast modlitwy i skupienia, tylekroć zalecanej mu na tę chwilę przez księcia, czuł niecierpliwość sprzeciwiającą się wszelkiemu nabożeństwu. Za drzwiami

 

Cytat

oczy na okna pałacu, w których właśnie tu i tam światła błyskać poczęły. Główne wejście z portykiem, lnu któremu się zbliżyli, było na głucho zamknięte. Stopnie balkonu omarznięte i zasypane świeżym zdzierać z siebie mokry, obmarzły kubrak, który go tym strasznym zimnem przejmował - i raptem zaczął to czynić co sił, co tchu, co mocy w palcach. Zdarł ze siebie koszulę, spodnie i zaczął mocować

Cytat

idei, przychodzili i odchodzili, przeciągali przez to mieszkanie, przynosząc ze sobą istne kłęby inwektyw, skarg, marzeń, złudzeń, obłąkań - mówili o tyranii, krzywdach, morderstwach, torturach, Cedro zbliżając twarz aż do twarzy przyjaciela i wlepiając w niego krótkowzroczne oczy. - Nie! Wiem, co mówię. - Nie wiesz! Nie znasz Niemców! To jest nie naród, ale wprost zakon straszliwy,