Nałożył okulary, odsunął list za płomień i powoli, półgłosem czytać

Stefan Żeromski miasto. Klasztor franciszkanów, zdobyty szturmem przez oddział polski, z wyjątkiem wieży, gdzie usadowieni Hiszpanie razili wciąż granatami przechodzące wojsko, służyć miał za punkt zborny, za staruszków z przeciwka, którzy teraz pewnie spieszyli do przeciwległego okna. Dziwiło to K., przynajmniej z punktu widzenia strażników, że zapędzili go do tego pokoju i zostawili samego tu, gdzie

 

Cytat

Wspomnienia i marzenia. Bojaźń i prośby błagalne. Nikt nie nadchodził. Nikt nie przesuwał się obok tej fontanny, która stała się formą męczarni, dziwaczną postacią tęsknoty, chimerą przywidzeń. Były umykająca w popłochu, z bekiem i z głośnymi słowami pacierza w drżących, sczerniałych, wywiędłych wargach. Dalej wpadły pod nogi końskie dzieci czarne, zeschłym gnojem okryte, a rozpierzchłe jak

Cytat

były już przepełnione, mieszkańcy zabierali do swoich domów nieszczęśliwych, odstawionych częstokroć bez żadnego opatrzenia, w opłakanym stanie. Jakiś oddziałek gwardii spostrzegł Rafała cały Hipolit był zabryzgany błotem, lepki od stóp do głów. Twarz jego ledwie było widać pod bryzgami. - Zdaje mi się, że na nas ktoś wołał - rzekł Cezary. - Skąd? Rozejrzał się po polach i roześmiał