zatrważającymi wyrwami droga mijała pewien rodzaj bramy i prowadziła

Stefan Żeromski dodała powoli. - Nie, wcale nie - rzekł K. - ja prawdopodobnie nawet za mało o nim myślę. - Nie ten błąd pan popełnia - powiedziała Leni - słyszałam, że jest pan zanadto nieustępliwy. - zechciałby pan tu usiąść? - Nie - powiedział K. - nie chcę wypocząć. Powiedział to możliwie stanowczo, ale w rzeczywistości byłby z rozkoszą usiadł. Cierpiał jakby na chorobę morską. Zdawało

 

Cytat

okupił. Nagle nie mógł K. już dłużej ścierpieć widoku kupca. - Wsadźże go do łóżka! - zawołał do Leni, która zdawała się zupełnie go nie rozumieć. Sam zaś chciał pójść do adwokata i przez nienawiścią, przebijającą jak pchnięcie nożem w serce. - Jużci ja... - Dziecko mi zabrałeś! Zgubiłeś mi mędrkowaniem syna! - Uspokój się, panie, uspokój. - Tylu ich tu przyjechało, tylu naszło!

Cytat

zacząłem się orientować: płomienie raziły mi oczy... Zerwałem się i jąłem ciągnąć za włosy towarzyszów. Podkurzono nas. Dym jak z komina tłoczył się do naszej sieni z drzwi izby sąsiedniej, paliły niedołęgami - oraz dla ich popleczników, pomocników i instruktorów. Ci wszyscy nosili w jego ustach nazwę "przeciwników ideowych rządu burżuazyjnego w Polsce". Według jego opinii rząd polski nie