Młody dziedzic przychodził codziennie na górę, siadał na kamieniu,
Stefan Żeromski rozkwitłych wiśni i jabłonek. Z ran, do żywego zadanych drzewom przez obcinanie gałęzi, sączy się aromat oskoły... Czuł w sercu szczęście tamtego dnia i nadziemską mocą wyobraźni przynosił je całe,
kamieni, nogi, stulone w boleści, ramiona skurczone wśród grozy przedśmiertnej. Jeszcze bliżej ludzie zabici i utopieni leżeli kupami tak wielkimi, że fale, przybijając do brzegu, chlupały między
Cytat
ze wszech sił nacisk huzarski. Pojedynczo jeźdźcy ganiali się jeszcze tam i sam, w polu. Patrol, który wreszcie zaczął raliować się pod lasem, uprowadzał ze sobą kilkunastu wziętych w niewolę. Rafał
powrócił, kobieta błagała znowu: - Waluś, polecę? - Ej... - mruknął od niechcenia. Zna ona jego gniew, wie, jak on umie chwycić pod żebro, zebrać w garść skórę, trzasnąć raz, drugi, a potem
Cytat
ogródek. Nagie, czarne konary drzew krzywymi liniami przecinały duże lustrzane szyby okien. Drzwi do sąsiedniego pokoju, a raczej do niszy z sypialnym łożem, były zawieszone kotarą. Duży salon był
Rafał co tchu w piersi szarpnął rękę, wydarł się, sięgnął w mgnieniu oka po pistolet i pierwszemu kawalerowi z brzega huknął w łeb, przyłożywszy otwór lufy niemal do ucha. Szarpnął wodze, ostrogi w