pałacyku usunąć mogło na plan drugi myśl o ugorach. Co począć z tymi
Stefan Żeromski zatrzasnął drzwi, podszedł do pobliskiego okna wychodzącego na podwórze otworzył je. Krzyk zupełnie ustal. Aby nie pozwolić zbliżyć się ludziom, zawołał: - To ja jestem! - Dobry wieczór,
Wszyscy zebrali się teraz w jednym miejscu przy drzwiach. - To było moim obowiązkiem - rzekł nadzorca. - Głupi obowiązek - powiedział K. nieustępliwie. - Być może - odpowiedział nadzorca
Cytat
długie, ciasno zabudowane, z bielonymi chaty o dachach ze słomy albo sczerniałego gonta. Z dala wśród nich widać było białe, grubomure kościołki z gontowymi dachami i baniami pokrytymi zardzewiałą
przeszli do jego własnego biura celem dobicia interesu. - To jest sprawa niezwykłej wagi - rzekł do fabrykanta - uznaję to w zupełności. Zaś panu prokurentowi - nawet przy tej uwadze zwracał się
Cytat
można było ani na chwilę zaniechać, wszystko trzeba było zorganizować, wszystkiego dopilnować, niechby sąd natknął się raz na oskarżonego, który umiał dochodzić swojego prawa. Choć K. czuł
podniósł łyżkę do ust. Zrazu tak miał wzrok zmącony, że gdyby naprzeciwko siedział znajomy, nie byłby go poznał. Kiedy się nieco z położeniem oswoił, zaczął wodzić oczyma po tłumie. Przede wszystkim