- Tam już napisałem... Należy wziąć ciepłe spodnie i wełniane
Stefan Żeromski Hipolit! Błagam cię... - Co on chce? - pytał ksiądz Anastazy. - Srebrnej cukiernicy chce? Bierz, bracie, Czaruś - bierz ją! Chowaj do kieszeni! Oby ci tylko wlazła! Koło stołu już było luźniej. Pani
szelesty zwiastujące przerwanie ciszy, która dławi i przygniata niejako do ziemi. Szczególniej dokuczała mu zazwyczaj jesień. W ciszy jesiennego popołudnia, zalegającego Obrzydłówek od przedmieścia
Cytat
pokazując leżącego spytał szeptem: - Cóż to za człowiek? - A kto jego wie? Taki sam pewnie zbój z gór jako i ty. - To ta nie zbójnik. - No? - To jakisi sponiewierany ceper. Ka ta takiemu!... - A
deszczu, sypkiego jak ziarno. Wiatr krople jego w locie podrywał, niósł w kierunku ukośnym i ciskał o ziemię. Ponura jesień zwarzyła już i wytruła w trawach i chwastach wszystko, co żyło. Obdarte z
Cytat
żelaznym kańczugiem gnał do biegu. Ale skoro tylko wychynęli z dołu na wyżynę gruzów zasłony i pokazali się w ulicy, z głębi tego przejścia runęły w nich strzały armatnie. Zatrzęsły się i stokroć
siepacz na pewno nie przyjąłby tego zastępstwa, bo nic na tym nie zyskując naruszyłby mimo to ciężko swój obowiązek, i to podwójnie, gdyż jak długo K. pozostawał w stanie oskarżenia, był zapewne