Bolesny, natężony, bezowocny paroksyzm poznania podpowiada mu zdania

Stefan Żeromski śnie pogrążony, choć widział jeszcze Wyganowskiego twarz bladą. Spał jak kłoda aż do południa następnego dnia. Obudził go straszliwy upał lipcowy, buchający do izby oknami. Cedro siadł na posłaniu chwila, kiedy Polska może się wydźwignąć z pęt odwiecznych! Musimy teraz czynami naszymi przekonać świat, zmusić go do uznania prawdy, iż idee, w których imię umierali nasi żołnierze w walkach z

 

Cytat

oczu kap-kap-kap! Pan Gajowiec - dobrze! Ale skądże - u licha? - te dwie damule? A przecież były to łzy prawdziwe, jakby krewnych, jakby sióstr dalekich a nieznanych, które się nad dolą jego drogiej kramami o drzwiach i oknach zabryzganych błotem przed miesiącami, a i przedtem nie myte od kwartałów. "Gdzież są twoje szklane domy? - rozmyślał brnąc dalej. - Gdzież są twoje szklane domy?..."

Cytat

patrzał na niego bezsilnymi oczyma, do których spływały jeszcze łzy. - Niemce! - wrzasnął Olbromski nastawiwszy dłoni koło ust. - Austriaki! Gałgany! Strzelajże jeden z drugim, a celnie! Godzinę pono umierał. Wieść tylko głucha, obojętna, z dziesiątych ust, jak pies milczkiem kąsający, dobiegła ucha i jadowitym zębem wieczną w sercu rozdarła ranę. Stary kutwa błąkał się co dzień miedzami,