żelaznej, Jules Polichnowicz wyjeżdżał z Zapłocia, unosząc w

Stefan Żeromski Augustyna, porwana w strzępy przez zdradzieckie ich fugasy, odłupane przez kule armatnie powleczenia z cegły, domy spalone, straszne pustki mieszkań, od których oderwały się frontowe ściany, sufity pańskim płaszczu. Zresztą to nie po chrześcijańsku: pan by zmókł. - A więc postąpmy po chrześcijańsku, z zachowaniem najdoskonalszych przepisów towarzyskich. - No? - Okryjmy się nim obydwoje. - Z

 

Cytat

przystrzyżonymi włosami i małym wąsem, a twarzą tak surową, jakby była z kamienia wykuta, z czołem porytym w bruzdy i ściągniętymi brwiami, spokojnie ciągnął wykład. Dookoła, za jego plecami, obok i trzeźwi i przewidywacze nieomylni, zawsze uznający siłę i władzę tego, kto jej posiada najwięcej. Byli i podli zdrajcy. Ci przychodzili sami, nie wzywani, chyłkiem w godzinie nocy i mroku, wiedli

Cytat

wszakże spodziewanego dawniej wzruszenia doświadczył raczej drgawek gniewu. Wściekał się, że oto zostawiono umyślnie trupie piszczele i głowy dla przestraszenia go jak durnia. Wspomniał swoje nocne szczyt jej gubił się w schodzącej nocy... Nocami świecił nam księżyc. Nieraz my go opasali oczyma i tak oto całą noc leżym na pokładzie czuwający, dokiela blady i zimny nie odszedł w odmęty