obwieszone soplami. Zdawało mi się wtedy, że całe to stadko śpiewa
Stefan Żeromski rozmiecionymi głazami, widać było z oddalenia. Nad brzegiem stały wierzby o wąskich a długich liściach, które teraz w świetle księżyca jaśniały od rosy szarobiałej. Liście te chwiały się i wyginały
Boże... Ten płynie! Krzyś, bądź gotów... W sąsiednim pokoju dała się słyszeć głośniejsza rozmowa i przyjaciele zaczęli znowu powtarzać swe pensa. Krzyś posmutniał. Dolna warga jego ślicznych ust
Cytat
zatrzęsły nim aż do samej głębi duszy. Pochylił się na kark konia i tylko siłą wstrzymał ręce, żeby go nie objąć i ust płonących nie przycisnąć do wzdętej jego grzywy. Jeden głos męski, potężny,
tamten na dobre omdlał, powlókł go ze sobą po błocie, mamrocząc sobie pod nosem. Wedle rozkazu wodza garść walecznych awanturników cofała się pośpiesznym marszem ku wylotowi ulicy. Patrol, nie
Cytat
ogniste krzaki nasturcji. Gdy bryczka zatrzymała się przed gankiem, na spotkanie przybywających wyszedł jegomość średniego wzrostu, zawiędły, w wieku, który trudno by było określić, gdyż mógł wahać
słuchaczach silne wrażenie. Co więcej, wytworzyły jakieś poruszenie umysłów, które dotychczas znajdowały się w stanie biernego słyszenia wyrazów - "klasa", "proletariat", "burżuazja", "robotnik",