się plancie obowiązki zwyczajnego dozorcy, poganiacza ludzkiego
Stefan Żeromski szum potoku i swoje echo kochane. Zostali tam na noc. U wejścia do pieczary rozłożyli ognisko i zwyczajem swoim, płaszczem wspólnym okryci, usnęli. Świtało, gdy Rafał zbudzony został z twardego snu
sztychem. Tamci bili weń drągami z góry, żeby od jednego ciosu łeb mu rozwalić. Jeden z nich wrzasnął przeraźliwie i ustał w walce, ale drugi zadawał razy okropne. Krzysztof czuł jego chrapliwy
Cytat
Bryczka oparła się aż między drzewami parku. Wyskoczył z niej młody lekarz, chirurg z miasta. Nie witając się z nikim, w kapeluszu i paltocie, z pudełkiem narzędzi pod pachą pobiegł za Hipolitem
mnożenia, bajkę francuską, którą srogi nauczyciel francuskiego zadał na jutro, albo powtarzali do upadłego jakiś mały wierszyczek polski, żeby zaś nie zapomnieć dobrego wymawiania tej trudnej mowy.
Cytat
popatrzył na panią Grubach, jak gdyby ona za to ponosiła odpowiedzialność. - Jak to zazwyczaj młodzi ludzie - odrzekła usprawiedliwiająco pani Grubach. - Pewnie, pewnie - rzekł K. - ale
zwykłe chrząknięcie, a później głos: - Była czwarta. Po czwartej. - Czwarta - powtórzyła pani Turzycka z dokładnością. - Po czwartej. - Czy Karolina jadła tutaj co u państwa albo może piła? -