cuchnącym kożuchu.
Stefan Żeromski Wyrwał go ułan z trudem i poszedł za innymi we drzwi napotkane, otrząsając buty i spodnie zbroczone od krwi, która wytrysła i pierzchła na wsze strony. - Kokoszki! - wrzasnął woltyżer idący na
wysokie jednego chóru. Chaty, gnieżdżące się w załamaniach parowów albo przylepione do wyniosłych ścian z gliny, odbijały jasnością od zieleni sadów. Już czujny modrzew, tam i sam stojący, okrył
Cytat
przyziemnych oknach grubo ogaconych chałup. Na prawo i na lewo szły w dal zagony, obleczone w czarne, zgniłe ścierniska. W bruzdach tuliły się smugi wody drżąc i marszcząc się z zimna. W pewnym
spokojnie i groźnie, z dumą i odwagą patrząc mu w oczy. - Jakiej jesteś broni`? - przerwał. - Lansjer polski. - Spod Tudeli? - Tak. - Nazwisko? - Poszedłem z domu mego ojca... Wierzyłem, że moją
Cytat
mam tańczyć? Jest tutaj pan Baryka, który świetnie tańczy kozaka. Może zechce ze mną zatańczyć... - Baryka! - huczał Hipolit, już dobrze podpity. - Cudnie tańczy kozaka Baryka. Czaruś, bracie,
pożegnanie chwycił go rzeczywiście mocniej, odtrącił go na ławkę i poszedł dalej. - Oskarżeni są na ogół tacy wrażliwi - rzekł woźny. Prawie wszyscy czekający zebrali się teraz wokół człowieka,