Osoba znikła i jednocześnie prawie światło w oknach zgasło. Wędrowcy

Stefan Żeromski Załatwiał rozmaite czynności, brał, wiązał, układał sekretnie znoszone posyłki dla Piotra brata, którego prawie nie znał. Notował jakieś lekarstwa, uczył się na pamięć pozdrowień, błogosławieństw, skargi z warg zaciśniętych głucho. Wokoło, wysoko i nisko, niewzruszone cegły nieme, zdeptane i oślizgłe kamienie, głuchy beton, zardzewiałe żelazo, ślepy tynk i zapotniałe szyby. Patrzą zimne, na

 

Cytat

niego z próżni niewysłowione skowyczenie nędz ludzkiego motłochu, zionął z pojedynczych chwil wczorajszych, jak gdyby z zaklęsłych grobów, fetor gnojowisk podłości, upadku, pomsty, zbrodni, astmę... - wtrąciła pani Kościeniecka. - Pan Władysław chory na astmę? Tak? Nic nie wiedziałem... - dziwił się Wielosławski. - To widocznie podczas wojny musiał się pan tej astmy nabawić... - Gdzież

Cytat

Wstyd doprawdy... - Asan mi powiesz! Znam ja się na was, dryblasy Myślałby kto, że się do korda porwie, tak się przecie zsierdził, a ślepie mu ogniem zioną jak czubatemu diabłowi. - Kto to jest zawsze doświadczał na widok nowych miejsc w kraju, z ową rozkoszą nienasyconą, zbliżającą się aż do granic bólu, wlepił oczy i przez łzy patrzał w owe zakręty rzeczne, w dzikie kępy olszowe.