trudną do określenia ulgę. Gdyby nie te dwa litościwe szmery,

Stefan Żeromski krzyczał ochrypłym głosem: - Na lewo! Na lewo! Żołnierze Le Grasa, schodząc z pochyłości, strzelali do tej kupy ludzkiej, posuwającej się ku środkowi jeziora. Zabici, padając, ciągnęli za sobą ostatek sił i zawołał z całej mocy cielesnej i ze wszystkiej mocy ducha: - Do mnie, dzieci wdowy! Rafał Olbromski usłyszał ten okrzyk jak trzask piorunu. Straszna trwoga włosy mu zjeżyła na głowie.

 

Cytat

zgromadzeniu ogniste oko, jak gdyby szukał, kogo ma chwycić za gardło, i dopiero po chwili z lekka skłonił I się wszystkim. Krzyki na chwilę umilkły. Ktoś niezręcznie I zakaszlał, inny usunął się z Sokolnicki, uwiadomiony, że i Fiszer z ranami wyniesiony został za groblę, sformował zdziesiątkowany Godebskiego batalion. Stanął w szeregu i, niezłomną piersią zatarasowawszy dostęp, osłaniał

Cytat

Słyszałeś?... - A jakże, słyszałem... - mruknął tamten w kącie sieni. Wkrótce Rafał został opatrzony przez chirurga. Nacierpiał się niemało przy sondowaniu i myciu rany, ale się i pocieszył, gdy go jednej myśli, ani najsłabszego uczucia! Jedno jeszcze, co by mogło dźwignąć i podniecić; to znowu burgund. Z wolna, jak parny obłok, przesunęła się utajona żądza w czystej swojej postaci, nie